BEZ KATEGORII

CO POLECA INTERNET, A NIE POLECI DIETETYK?

Walkę o lepszą sylwetkę najczęściej zaczynamy, szukając wiedzy i inspiracji na forach i portalach internetowych. Można tam znaleźć mnóstwo wskazówek i porad, co jeść a co z diety wykluczyć, jak często sięgać po posiłki… Niestety, często jedna informacja sprzeczna jest z drugą, a my, próbując którejś zawierzyć, wpadamy w liczne pułapki dietetyczne. Do jakich najbardziej rażących błędów zachęca nas Internet i czego jako dietetyk z pewnością NIE polecam?

 

1) Produkty zero 0% tłuszczu

Tłuszcz jest nośnikiem smaku. Wyekstrahowanie go z produktu wiąże się z potrzebą zastąpienia go czymś, co smaku doda- najczęściej jest to cukier. Co więcej. Tłuszcz nadaje odpowiednią konsystencję. Po raz kolejny- trzeba dodać substancję, która pozwoli odwzorować naturalne walory. Inną funkcją lipidów jest zdolność rozpuszczania i zwiększania wchłanialności witami A,D,E,K- duży udział produktów 0%  w diecie naraża nas na niedobory tych witamin. Wykluczenie tłuszczów to również niedobór kwasów omega, niezbędnych w zachowaniu prawidłowych funkcji układu nerwowego[1]. Kolejna kwestia- obecność tłuszczu sprawia, że posiłek jest bardziej syty. Spożycie produktu pozbawionego tłuszczu przyczyni się, owszem, do przyjęcia mniejszej ilości kalorii w jednym posiłku, ale szybciej będziemy po nim odczuwać głód i z dużo większym prawdopodobieństwem sięgniemy po przekąskę, którą nadrobimy, a może nawet przekroczymy pozornie uzyskany deficyt. 

 

2) zastępowanie cukru białego cukrem brązowym/miodem/syropem z agawy

Nie czarujmy się. Cukier to cukier. Biały, otrzymywany z buraków  czy brązowy, otrzymywany z trzciny cukrowej to chemicznie ta sama substancja, sacharoza[2], łyżeczka wciąż zwierać będzie te same 20 kalorii. Miód i syrop z agawy, faktycznie będzie mieć ich nieco mniej, ale niosą za sobą ryzyko używania ich w większej, niekontrolowanej ilości- “przecież, są zdrowsze od cukru”. Nie, nieszczególnie są zdrowsze. Najlepiej stopniowo odzwyczajać się od potrzeby słodzenia. A jeśli wydaje nam się, że na tym etapie nie potrafimy się od słodkiego smaku odzwyczaić- z punktu widzenia utraty masy ciała większą korzyść przyniesie zastąpienie cukru na jakiś czas słodzikiem. Słodziki są mocno demonizowane, ale stosowane w umiarze wcale nie są tak groźne i uwaga!: nie ma badań potwierdzających ich rzekome rakotwórcze działanie. O plusach i minusach stosowania słodzików pojawi się niedługo osobny artykuł, w którym przytoczę badania z przekroju ostatnich 10 lat.

 

3) Ciemne pieczywo

Co oznacza tak naprawdę nazwa “ciemne pieczywo”? Oznacza jedynie, jaki ma ono kolor. Bardzo często, jedyne, czym w składzie się różni od pieczywa białego, to barwnik. wybierając pieczywo nie należy sugerować się więc nazwą, a składem. Zasadniczo polecam ograniczyć spożycie pieczywa, gdyż na ogół mamy tendencję do jego nadużywania. Jeśli już sięgamy po nie- wybierać pieczywa pełnoziarniste, na zakwasach. Ale i to nie jest regułą- to, po jakie pieczywo powinno się sięgnąć, zależy od naszego stanu zdrowia. Osobie z osłabioną śluzówką żołądka chleb żytni na zakwasie bardziej zaszkodzi niż pomoże[3] i zdecydowanie lepiej dla niej będzie sięgnąć po chleb kukurydziany. Jak widać, nie ma jedynego słusznego rodzaju pieczywa, idealnego dla każdego i słuchanie w tej kwestii Internetu nie przyniesie większej korzyści.

 

4) Dieta oparta o gotowe sałatki

 

Sałatka brzmi jak mało syty,o niskiej zawartości kalorii choć niezaprzeczalnie zdro

wy posiłek. Niestety, te gotowe, często wcale niskokaloryczne nie są. Zawierają sporą ilość majonezu lub oleju- o ile ten drugi może być nieco zdrowszy, o tyle oba oznaczają spore ilości kalorii. Nie dość, że w małej porcji dostarczamy sobie sporo energii, to często faszerujemy się przy tym regulatorami kwasowości i innymi konserwantami. Sałatki w restauracjach też często dietetyczne nie są- chociaż, w porównaniu z innymi daniami w  menu faktycznie mogą być dobrym wyborem. Tak więc sałatki w diecie- ok, ale te samodzielnie przygotowane. Z pełną świadomością, jakie składniki tam lądują i z dodatkiem jedynie odrobiny oliwy czy niskoenergetycznym dressingiem.

 

5) Dieta sokowa

Wydaje się idealna na wakacje. Upał, nie trzeba się w kuchni męczyć, jedynie sięgnąć po soczek… NIE, nie jest idealna. Soki pozbawione są błonnika, za to bogate w cukier. Picie roztworu cukru, mimo całej reszty wspaniałości w postaci antyoksydantów, witamin i minerałów, powoduje nagłe skoki poziomu cukru i towarzyszące im wyrzuty insulinowe. Nie sprzyja to prawidłowej gospodarce węglowodanowej i w dłuższej perspektywie może doprowadzić nawet do insulinooporności.  Brak błonnika w diecie osłabia perystaltykę jelit, które w trakcie trwania takiej diety rozleniwiają się i ciężko będzie je ponownie “rozruszać”, gdy wrócimy do standardowej diety. Nie wspominając już o tym, że niedobór błonnika sprzyja powstawaniu raka jelita grubego[4,5]. Dodatkowo, dieta sokowa jest uboga w białko i tłuszcze, niezbędne składniki dobrze zbilansowanej diety. Oczywiście, jeden dwa dni ” detoxu”- nikomu nie zaszkodzą. Nie polecam jednak długoterminowych eksperymentów.

 

6) Dieta nieograniczonego spożycia zdrowych produktów

W Internecie często można spotkać artykuły o tym, jak zdrowe są niektóre produkty i dlaczego warto zwiększyć ich udział w diecie. Oliwki, oliwa z oliwek, olej kokosowy, naturalne masło orzechowe, orzechy… Zgadzam się, te produkty są zdrowe. Niestety, tylko wtedy, gdy zachowujemy umiar. Dlatego, istotne jest nie tylko to, co ląduje na naszym talerzu, ale też- w jakich proporcjach. Dlatego, jeżeli spotykasz porady, sugerujące, że jakiś produkt jest zdrowy, nie rzucaj się na niego jak wygłodniały pies!

 

7) Spożywanie pięciu posiłków dziennie 

Teorie na temat najbardziej optymalnej ilości posiłków to moim zdaniem największa herezja Internetu. Nie ma czegoś takiego jak jedyna słuszna ilość posiłków. Każdy organizm ma indywidualne optimum, dla jednych będzie to oznaczać 4 posiłki, dla innych 2.Z czego to wynika możecie przeczytać w artykule Pięć posiłków jak pięć przykazań???. , gdzie argumentuję różne podejście do ilości posiłków w ciągu dnia. 

 

8) Głodówki

Oczywiście, dzięki głodówce uzyskasz deficyt kaloryczny, ale też sprawisz, że organizm zacznie spalać własne tkanki, w tym mięśniową, co w konsekwencji zwolni metabolizm. Dodatkowo, uruchamia ona mechanizm obronny organizmu, który w konsekwencji będzie dążył do magazynowania każdej dostarczonej kalorii na wypadek kolejnych okresów głodowania. Dlatego, żeby schudnąć, trzeba jeść. Odpowiednie produkty, w odpowiedniej ilości, ale koniecznie- jeść!

 

Słuchanie Internetu nie jest najlepszą metodą na dbanie o sylwetkę i zdrowie, zwłaszcza jeśli nie umiemy filtrować wiadomości. Warto poradzić się kogoś, kto ma rzeczywistą wiedzę- najlepiej poprosić o pomoc dietetyka.

 

źródła:

  1. Fats and Cholesterol: Out with the Bad, In with the Good, Harvard School of Public Health, 2014
  2. R.T. Morisson, R.N. Boyd: Chemia organiczna. T2, Warszawa PWN 1985, s.342
  3. Z. Wieczorek-Chełmińska, PZWL, Żywienie w chorobach przewodu pokarmowego, 2014
  4. X.He, et al. Int J Cancer 2019, Dietary intake of fiber, whole grains and risk of colorectal cancer: An updates analysis according to food sources, tumor location and molecular subtypes in two large US cohorts.
  5. Prado SBRD, et al. Int J Biol Macromol. 2019, Chelate-soluble pectin fraction from papaya pulp interacts with galectin-3 and inhibits colon cancer cell proliferation.

 

1 thought on “CO POLECA INTERNET, A NIE POLECI DIETETYK?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *